A może powinnam walczyć o niego?
Może powinnam zrobić co tylko potrafię by go odzyskać i znów z nim być?
Siłą go nie zatrzymam przy sobie.
Bo przecież gdyby mnie kochał to by okazał w jakiś sposób, prawda?
Czy to milczenie i całkowite odsunięcie się ode mnie, też może być próbą okazania miłości?
W końcu każdy inaczej okazuje uczucia...
Okłamuje się, prawda?
On nie wróci. On już mnie nie kocha.
Lepiej mu beze mnie :(
Najwyższa pora zdać sobie z tego sprawę...
wtorek, 31 maja 2016
poniedziałek, 30 maja 2016
Wstęp
Po ponad pięciu latach rozstałam się ze swoim narzeczonym.
Uczucie między nami już dawno się wypaliło i w pewnym momencie doszliśmy do wniosku (a może tylko ja doszłam do takiego wniosku?), że dobrze nam zrobi rozłąka.
Narastające problemy finansowe nie polepszały sytuacji między nami.
I w ten sposób, po roku wynajmowania razem mieszkania w Poznaniu, każde z nas, wróciło do rodzinnego domu.
O tyle o ile na początku uważałam faktycznie, że to dobry pomysł, że odbijemy się finansowo mieszkając z rodziną i może za jakiś czas znów będzie lepiej między nami, tak po dwóch miesiącach bez niego, czuję się strasznie samotna.
Rzadko do siebie dzwonimy i piszemy. Nie spotykamy się właściwie w ogóle. Każdy ma swoje życie.
Ja po miesiącu mieszkania z rodzicami wyprowadziłam się od nich, bo jednak nie było u nich miejsca dla mnie i byłam tylko problemem.
Strasznie tęsknie za M.
Brakuje mi go niesamowicie. Chciałabym się do niego przytulić, opowiedzieć mu o tym co u mnie i w ogóle...
Dzwoniłam dziś nawet do niego żeby go usłyszeć, ale przez całe 7 minut rozmowy mówił cały czas o sobie.
Nawet nie zapytał co u mnie.
I tak dochodzę właśnie do wniosku, że nie ma sensu chyba dłużej utrzymywać takiej znajomości.
Myślę, że przestał mnie już kochać, albo nie potrafi po prostu tego okazać... Sama nie wiem.
Ponad pięć lat spędzonych razem. Spory kawał czasu - nie ma co ukrywać. Przeżyliśmy ze sobą całą masę wspaniałych chwil, których nigdy nie zapomnę.
Byliśmy razem ze sobą w wielu dobrych i tych złych momentach. A teraz go nie ma. Skończyło się.
Może kiedyś, może za jakiś czas będzie chciał się spotkać, albo chociaż się odezwię?
Tego nie wiem...
Ale czas najwyższy dać sobie spokój i zacząć żyć własnym życiem.
Widocznie nie byliśmy sobie pisani.
Łatwo jest to wszystko napisać, ale wyrzucić go z myśli już jest dużo trudniej. Jest to aktualnie dla mnie wręcz niewykonalne.
Codziennie jest w moich myślach. Nie wiem ile jeszcze tak będzie, ale chciałabym się możliwie najszybciej z niego wyleczyć, wyleczyć z miłości do człowieka z którym chciałam spędzić resztę życia....
A wiesz co jest w tym najgorsze?
Próbując zapomnieć o M i o tym uczuciu którym go darzę, zaczęłam się z kimś spotykać.
Ten ktoś bardzo mnie kocha i chce ze mną być.
A ja chociaż bardzo się staram odwzajemnić to uczucie... Nie potrafię.
Chyba jeszcze za wcześnie na nową miłość:(
...bo nie przestaje się kochać tak z dnia na dzień, tak po prostu :(
Uczucie między nami już dawno się wypaliło i w pewnym momencie doszliśmy do wniosku (a może tylko ja doszłam do takiego wniosku?), że dobrze nam zrobi rozłąka.
Narastające problemy finansowe nie polepszały sytuacji między nami.
I w ten sposób, po roku wynajmowania razem mieszkania w Poznaniu, każde z nas, wróciło do rodzinnego domu.
O tyle o ile na początku uważałam faktycznie, że to dobry pomysł, że odbijemy się finansowo mieszkając z rodziną i może za jakiś czas znów będzie lepiej między nami, tak po dwóch miesiącach bez niego, czuję się strasznie samotna.
Rzadko do siebie dzwonimy i piszemy. Nie spotykamy się właściwie w ogóle. Każdy ma swoje życie.
Ja po miesiącu mieszkania z rodzicami wyprowadziłam się od nich, bo jednak nie było u nich miejsca dla mnie i byłam tylko problemem.
Strasznie tęsknie za M.
Brakuje mi go niesamowicie. Chciałabym się do niego przytulić, opowiedzieć mu o tym co u mnie i w ogóle...
Dzwoniłam dziś nawet do niego żeby go usłyszeć, ale przez całe 7 minut rozmowy mówił cały czas o sobie.
Nawet nie zapytał co u mnie.
I tak dochodzę właśnie do wniosku, że nie ma sensu chyba dłużej utrzymywać takiej znajomości.
Myślę, że przestał mnie już kochać, albo nie potrafi po prostu tego okazać... Sama nie wiem.
Ponad pięć lat spędzonych razem. Spory kawał czasu - nie ma co ukrywać. Przeżyliśmy ze sobą całą masę wspaniałych chwil, których nigdy nie zapomnę.
Byliśmy razem ze sobą w wielu dobrych i tych złych momentach. A teraz go nie ma. Skończyło się.
Może kiedyś, może za jakiś czas będzie chciał się spotkać, albo chociaż się odezwię?
Tego nie wiem...
Ale czas najwyższy dać sobie spokój i zacząć żyć własnym życiem.
Widocznie nie byliśmy sobie pisani.
Łatwo jest to wszystko napisać, ale wyrzucić go z myśli już jest dużo trudniej. Jest to aktualnie dla mnie wręcz niewykonalne.
Codziennie jest w moich myślach. Nie wiem ile jeszcze tak będzie, ale chciałabym się możliwie najszybciej z niego wyleczyć, wyleczyć z miłości do człowieka z którym chciałam spędzić resztę życia....
A wiesz co jest w tym najgorsze?
Próbując zapomnieć o M i o tym uczuciu którym go darzę, zaczęłam się z kimś spotykać.
Ten ktoś bardzo mnie kocha i chce ze mną być.
A ja chociaż bardzo się staram odwzajemnić to uczucie... Nie potrafię.
Chyba jeszcze za wcześnie na nową miłość:(
...bo nie przestaje się kochać tak z dnia na dzień, tak po prostu :(
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)